Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 28 lipca 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Ady, Wiwiany, Sylwiusza
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Front » Szlakiem odwrotu bolszewickiego

Szlakiem odwrotu bolszewickiego

(od specjalnego korespondenta wojennego)

   Bolszewicy, ze swej pod Warszawę wycieczki, wynieśli bezsprzecznie jedną, przyznać trzeba, bardzo gorzką, naukę: ludność polska nie tylko ich nie przyjęła z otwrtemi ramionami, ale zgoła ich nie pragnie, a co gorzej dla nich, gdzie mogła, porywała za broń, by przepędzać bolszewika.

   Jest to objaw niezmiernie dla nas pocieszający i cenny.

   Nie chodzi już bowiem o jakieś prądy partyjne, których quasi – apostołami mogą być bolszewicy.

   Ale negatywne zachowanie się ludności polskiej w stosunku do najeźdźcy świadczy o utrwaleniu się i uświadomieniu poczucia własnej państwowości.

   Bolszewicy byli traktowani nie tylko jako wrogowie, lecz co ważniejsze jako obcy najeźdźcy.

   „Od okupantów żadnego stanowiska nie przyjmę” – mówi do bolszewików burmistrz Siedlec lub tow. z Mińska Mazowieckiego.

    Począwszy od 1914 r. termin „nasi”, którym obdarzano wojska rosyjskie, ulegał licznym wahaniom.

     Ale teraz żadna babina wiejska nie powie nasi na wojska bolszewickie. „Nasi”, to znaczy Polacy, wojsko polskie.

      Wyczuwa się – jeśli tak wolno powiedzieć – jak z głębi zbiorowej duszy mas wykluwa się świadomość wiązadła narodowego i państwowego.

      Niesłychanie cenna zdobycz…

 *

   Drogi nasze są w stanie tak skandalicznym, że należy czemprędzej pomyśleć o zaradzeniu temu. Operacje wojskowe częstokroć wskutek tego tracą bardzo wiele. Wysyła się robotników do Francji, a przecież tyle roboty jest w kraju. Istnieje bardzo sprawnie działający Związek robotników ziemnych, który zdaje się już podejmował się robót szosowo-drogowych. Należałoby go poważnie w tę sprawę zaangażować, bo rzecz pilna.  

    Gorzej jest jeszcze wskutek tego, że mosty i mostki zepsute nie są naprawione. To jest wina władz cywilnych. Należy zmusić wójta, aby naprawy mostów zażądał od gminy. Musi być za to osobiście odpowiedzialny . istnieje przecież ustawa o świadczeniach wojennych. Co gorsze, że w promieniu nawet paru mil od Warszawy mosty są nie zreperowane. Prowadzimy wojnę, armia zaś wskutek tego niedbalstwa władz administracyjnych musi nadkładac drogi. Ze szkodą, niebezpieczeństwem własnem. Coś niebywałego.

 *

    Kapitan pewnego oddziału technicznego opowiadał mi kapitalna historię autentyczną. We wsi ostrzeliwanej przez bolszewików pracują oddziały telefoniczne. Bolszewicy nacierają coraz bardziej. Z różnych odcinków wycofują się nasze wojska. Wreszcie nadchodzi rozkaz opuszczenia wsi i przeniesienia się do wioski okolicznej. Po paru godzinach diabelskiej wprost kanonady z obu stron oddziały nasze Ida znów naprzód. Telefoniści z powrotem mają zająć wieś poprzednią.

      - Wchodzę do wsi – powiada kapitan – i oczom nie wierzę. Kilku moich chłopaków najspokojniej siedzi na drutach, gwarząc i paląc papierosy, jeden śpi, a paru coś dłubie przy drutach telefonicznych.

       - Do licha ! skąd wzięliście się tutaj ?

       - A znikąd !

       - Jak to znikąd ?!

       - Ano siedzieliśmy tutaj.

       - Przecież był rozkaz odwrotu.

      - Nie zauważyliśmy.

Wieś była duża, rozciągnięta, w czasie odwrotu zawieruszyli się gdzieś przy drutach, a potem z olimpijskim spokojem pracowali dalej, wcale nie stropieni.

      - Dzielni chłopcy, a takich – dodaje kapitan – jest więcej.

 

„Robotnik” 12 września 1920 r.

 


Archiwum: