Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 23 października 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Społeczeństwo » Otwarcie nowego sezonu „Bagateli”

Otwarcie nowego sezonu „Bagateli”

„Aszantka” komedya w trzech aktach
Włodzimierza Perzyńskiego


Perzyńskiego „Aszantka” należy do tych nielicznych komedyj polskich, z któremi możnaby (a nawet trzebaby) się pokazać i w Paryżu i w Londynie. Jest to bowiem utwór i w koncepcyi i w lekturze wprost mistrzowski. Wystarczy go porównać z pośmiertnym „Chwastem” Blizińskiego, napisanym na podobny temat, by zmierzyć odległość między Paryżem a Krakowem. Po rehabilitacjach rozmaitych dam i damulek mniej lub więcej kameljowych z satysfakcją ogląda się tą warszawską Nanę, to „stróżowskie dziecko”, wyciągnięte z kałuży przez tytułowego stręczyciela, podsunięte zbluzowanemu rozpustą wielkomiejską paniczowi ze dworu na zabawkę i mszczące się na szlachcicu , na jasnym panu w imieniu wszystkich dziewcząt proletaryackich, wciąganych z błota do apartamentów.

Bo komedya o „Aszantce” jest przedewszystkiem tragedyą zemsty, zemsty nieświadomej, ale tem bardziej żywiołowej, bo rasowej. „Stróżowskie dziecko” z instynktami cholery nienawidzi swego bogatego „pana” za to, że ją traktuje jak zakochany kochankę, że jej każe wieść życie monogamiczne, zachowywać przyzwoicie, ba, nawet uczyć się. Toteż wnet po objęciu stanowiska wyłącznej przyjaciółki zdradza swego opiekuna z baronem, który jej imponuje – podłością, a wywieziona do Florencyi, z hotelowym kelnerem, nie tylko dlatego, że z nim się może porozumieć po polsku, ale przedewszystkiem dlatego, że w nim przeczuła i odkryła brutalnego alfonsa, ideał wszystkich heterek. Mając do wyboru między zakochanym szlachcicem a ukochanym sutenerem, wybiera drugiego, a z pierwszym zrywa tak prowokująco, że ten aż chwyta za rewolwer i strzela do niej. Aszantki nie trafił, ale za to trafił do niej gdy zaczęła prowadzić w Warszawie salonik przyjęć i jako bankrut finansowy i moralny potrafił zostać stręczycielem jej wdzięków, byleby ją mógł widywać, a może tylko by moc żyć w tym półświatku, który stanowił najlepszą atmosferę dla jego erotomańskiej natury.

Samobójstwo Łońskiego należałoby uważać za jedyne wykolejenie się autora z zasadniczego kierunku komedyi, gdyby mu wiadomość o niem, przyniesiona Aszantce przez barona, nie posłużyła do stworzenia clou psychologii hetery, która wstrząśnięta histerycznie niemiłem zdarzeniem, mącącem jej nastrój do kolacyjki, umówionej na wieczór z nowym wielbicielem, wybucha wściekłym okrzykiem:

„Podły! Nie mogłeś mi tego powiedzieć jutro?”

Dotychczasowe odtwórczynie roli Aszantki, wymagającej wielkiej biegłości w środkach ekspresji, jak pani Solska, Zarzycka, Czaplińska stawiały ją tak, że ostatni krzyk „stróżowskiego dziecka” wyczerpywał całą treść jej pseudopsychy, ale już końcowa rozpacz nie miała innego podkładu poza histeryą, a całe przywiązanie Łońskiego do potwora ordynarności wyglądało na proste zboczenie. W przeciwieństwie do tej jednostronności umiała p. Janina Wernicz uwydatnić także pewną naiwną dobroduszność, by nie rzec mimowolną dobroć, pewien dziewczęcy wdzięk, który tłómaczył opętanie miłosne Łońskiego i w postaci Aszantki wprowadzał choć odbłysk ludzkości. Ta innowacya świadczy o głębokiej intuicyi interpretatorki, jak całe ujęcie i poprowadzenie popisowej roli o wybitnym talencie, popartym pełnem opanowaniem głosu, ruchów, gestów, poz, wszystkiego… Partner Aszantki, p. Jan Nowacki nie uronił żadnego z artystycznych walorów swej roli tragiczno-śmiesznej, kreowanej przez siebie niegdyś na pierwszym przedstawieniu komedyi, ku zadowoleniu i autora i publiczności. Jego też zasługą jest nadzwyczaj staranne wyreżyserowanie sztuki, w której p. Kaliciński był wybornym materiałem na alfonsa, p. Poleński (wracający na scenę po kilkuletniej przerwie) równie pociesznym starym dandysem, jak p. Dąbrowska komiczną „panią matką” panny Aszantki. Z mniejszą szarżą komiczną, a większą naturalnością grała gospodynię Aszantki p. Modzelewska, a p. Czarnowski i Dante-Baranowski z sumienną inwencyą odtwarzali epizodyczne sylwetki stręczyciela i bohema, entuzyasty sztuki. Bardzo dobrze wywiązała się z zadania p. Czajkowska, jak zawsze milutka i urocza. Pp. Zbucki i Czyński dostroili się w swych bladych ruchach do składnej całości. mise en scene zasługuje na wyróżnienie urządzenie zawodowego mieszkania Aszantki w trzecim akcie. Te meble – każdy z osobna piękny – ściągane z różnych licytacyj, te „japońskie” rogóżki z widokówkami na ścianie charakteryzowały doskonale smak pani Aszantki.

Publiczność z zadowoleniem i sympatyą śledziła wyborną grę nowych członków zespołu, witała występ dawnych. Inauguracya drugiego sezonu Bagateli jedną z najlepszych komedyi polskich udała się w zupełności.

 

Ilustrowany Kurier Codzienny, 11 sierpnia 1920

 


Archiwum: