Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 28 czerwca 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Florentyny, Ligii, Leona
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Społeczeństwo » Brak mieszkań

Brak mieszkań

    Ciało człowieka, jak wiadomo, pokryte jest skórą. Do czego służy skóra? Według zasad zeszłowiecznej pedagogii do bicia w młodym wieku. W starszych latach do tego, by z niej wyskoczyć (w pasyi) jak również do tego, by drżała lub cierpła (ze strachu).
    Ten ostatni użytek ze swej skóry zrobił pewien mój znajomy, poczciwy lwowiaczek p. Cyryak Kiklewicz, za błogosławionych czasów Austryi rzeczywisty, tajny archiwista i zaprzysiężony znawca sądowy pisma. W prywatnym życiu był on wprawdzie nie zaprzysiężonym, ale wytrawnym znawcą win krajowych i zagranicznych.
    Wracając jednak do skóry rzeczywistego archiwisty – krótko mówiąc zaczęła ona w ostatnich czasach drżeć, a nawet cierpnąć we Lwowie w miarę zwiększania się niebezpieczeństwa wojennego. To było przyczyną, że p. Cyryak porzucił gród nadpełtwiański i przeniósł się do miasta, które dawało większą gwarancyę dla jego skóry. Pan Cyryak przyjechał do Krakowa. Nie rozporządzając ani żoną ani dziećmi nie miał wielkich trudności z transplanacyą swej osoby.
    Ale ty dopiero rozpoczęła się martyrologia lwowiaka.
    - Zrazu pańdziku mieszkałem tej sobie w hoteliku, ale rachuneczek był za słony, więc zacząłem się rozglądać za własnem mieszkankiem. Byłem zdecydowany na wszystko. Czy śródmieście czy przedmieście, oficyny, poddasze, suteryny nawet. Wszystko jedno... Taj poszedłem na poszukiwanie...
    - Uwieńczone zapewne dobrym skutkiem – wtrąciłem opowiadającemu.
    - A niech moje wrogi będą tak wieńczone! Jedną noc spałem na dworcu. Ostatecznie można było wytrzymać, ale ranem znalazłem na sobie...
    - Acha! Już wiem co!
    - Pan dobrodziej nic nie wie. Znalazłem na sobie mego sąsiada z tej samej ławki. Nieborak zasnął na mojem łonie, a ja nie chcąc go budzić służyłem mu za materac do godziny 7 z rana.
    - No i co dalej?
    - Drugą noc przespałem w sieni jakiegoś domu. Stróż, bardzo godny człowiek, wcale ze mnie nie zdarł. Na trzecią noc dostałem nocleg na plantach.
    - A więc najtańszy!
    - Przeciwnie drogi panie! Ten nocleg kosztował mnie najdrożej: zegarek i portfel. Zapewne jakiś biedak przechodząc mimo...
    - Rozumiem!
    - To mi dodało bodźca i postanowiłem za każdą cenę znaleźć jakiś stały kąt – i udało mi się!
    - Chwała Bogu! gdzież pan mieszka?
    - Za pozwoleniem  łaskawy panie! przyjdziemy zaraz do mieszkania! Pewnego popołudnia znalazłem się na przedmieściu przed jakimś domem, gdzie u bramy starszy jakiś pan klepał pieszczotliwie psa po mordzie.
    - Dobry człowiek! - pomyślałem sobie – możeby on tak mnie...
    - Poklepał? – dokończyłem uchodźcy.
    - Ta idź pan z klepaniem! - oburzył się p. Cyryak. - Ja myślałem o mieszkaniu. Taj powiadam mum, że od czasu wybuchu Polski tułam się jak sierota i nie mam gdzie głowy i kuferka złożyć i... Ta możeby on coś zaradził na to!
    - No, a on co?
    - A on powiada u mnie nie ma nic! Wszystko zajęte... Ale ja jego już nie puskam i powiadam że tu przed jego bramą się powieszę, jeżeli mi nie da jakiego pomieszkania. To zrobiło na nim kolosalne wrażenia! Czekaj pan – rzekł wzruszony przy czem kopnął psa. - Jest tu jedna ubikacya, ale nie wiem czy zechce.
    - Zechce, zechcę, dobrodzieju! Gdzie ta ubikacya?
    - To jest buda panie – powiada gospodarz.
    - Niech sobie będzie buda, choćby psia buda – zawołałem w ferworze.
    - Otuż właśnie jest to psia buda! Wątpię więc...
    - Niech pan nie wątpi!... Wynajmuję budę! Czy mam z tym psem mieszkać? A on nie gryzie?
    - Bądź pan spokojny. Psa wobec tego odsyłam na wieś Jutro może sie pan sprowadzić.
    - Cudownie!... Aby tylko walizka tam wlazła.
    - To straszne! - przerwałem – i cóż?
    - Ano wlazła i mieszkam. Psa nie ma, ale ja śpię taj czujnie, że gdyby w nocy jaki zły człowiek się skradał, ja zaraz się zbudzę . Są jeszcze serca w Krakowie.
    - Niestety mój panie Kiklewicz – westchnąłem – serca kamieniczników podobnie jak i ich domy są zajęte.



Ilustrowany Kuryer Codzienny, 4 września 1920 r.


Archiwum: