Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 22 sierpnia 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Cezarego, Marii, Zygfryda
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Społeczeństwo » Śmierć żołnierza

Śmierć żołnierza

    Ulicą wielkiego miasta ciągnie kondukt żałobny. Dwa biedne konie, karawan naprędce sklecony, kilku żołnierzy, parę kumoszek, trochę wyrostków. Ludzie uchylając kapeluszy mówią: to żołnierz. Przystają na chwilę, niejeden schodzi z chodnika, przyłącza się do konduktu i towarzyszy mu staję.

    Karawan, postękując, posuwa się naprzód poprzez nieskończone ulice wielkiego miasta. Mija campo santo Powązek, wyjeżdża za miasto, mija osadę Powązki i u jej rubieży zatrzymuje się. Tu cmentarz wojskowy. W szczerym piasku rosną drzewa i rzędem ułożone sterczą z piasku sklecone sarkofagi. To mogiłki żołnierzy. To cała historia wielkiej wojny w tym kraju rozegrana. Leżą obok siebie Rosjanie, Niemcy, Polacy, Czesi i Rusini. Dziś chowają tu tylko Polaków, ofiary i bohaterów wielkiej wojny. Wiele mogiłek nie ma już krzyżów, nie ma nazwiska, ani znaku nich.

    Kto jesteś żołnierzu, któremu towarzyszyłem dziś na miejsce ostatniego twego wypoczynku ? Skąd byłeś rodem ? Ze wsi ? Z miasta ? Wieśniakiem byłeś czy mieszczaninem? Kujawiakiem byłeś czy Mazurem, Góralem czy Litwinem ? Jaką mówiłeś gwarą ? Do jakiego uczęszczałeś kościoła ? Jakie pieściłeś ideały ? Kochałeś ? Cierpiałeś ? Wierzyłeś ?

     Żyłeś na wsi w przeważającej liczbie. Pasałeś za młodu gęsi czy nierogaciznę. Później na posyłki służyłeś we dworze. Może umiałeś czytać ? Niekiedy bywałeś z matką w kościele. Niekiedy z ojcem na jarmarku w osadzie. Mijały lata w ciężkiej pracy, dni bez zmiany do siebie, niby ziarnka piasku podobne. Dochodziły do ciebie z miasta odgłosy walki o lepsze jutro, namawiano cię abyś przystał do organizacji, bywałeś na zebraniach. Mówcy, przybyli z wielkiego miasta mówili do ciebie o rzeczach dalekich a pięknych. Zdawało ci się nieraz, że otwiera się nad tobą niebo i aniołowie schodzić z lazuru poczynają i zacznie się od jutra niebo na ziemi: ludzie kochać się zaczną, będą sobie braćmi a nie wilkami; wszyscy będą syci i wszyscy uśmiechnięci; wszyscy też będą równi; wszyscy czczeni. Nie będzie dziedziców ani chamów. Nie będzie ekonomicznego batoga ani wymysłów.

     Po takich mowach chodziłeś senny i radosny. Chciałeś do miasta iść, bo z miasta przybywali ci mówcy kochani, co cuda w lazurowym schowane całunie jawili oczom twoim, co obłoki różowe, znane tylko skowronkom albo jastrzębiom – na głowę twoją sprowadzali.

    W mieście bywałeś robotnikiem. Ciężki zbiorowy trud. Walka o kawałek chleba, o lepszą zapłatę, o krótszy dzień roboczy. W mieście widziałeś już nie tylko ludzi, których znałeś od kolebki. Nie znałeś ich imion, ani nazwisk ani przezwisk. Nie wszyscy mówili twoja gwarą. Mówili inaczej. Wymowa ich była inna, a nieraz i język zgoła inny. Było ci obco. Przywykałeś powoli. Mówili ci: ja z Włocławka, ja – Ślązak, ja Podlasiak, ja z unitów, ja byłem w carskiej turmie, ja na Syberii. Nie mały to był trud, aż zrozumiałeś, że to wszystko byli bracia i że oni wszyscy jednej ziemi dzieci – Polacy.

    Przyszła wojna. Wołali. Poszedłeś. W wojsku spotkałeś znowu i tych z Włocławka i tych z Pińczowa, i tych z Siedlec, i tych z Poznania i tych z Suwałk, i tych z Krakowa i Lwowa, i tych nawet w Ameryce urodzonych. To Polska. Rozwarły ci się oczy. Jest tedy coś więcej niż Wola Łobudzka czy Świder czy Gromadzyn. Jest coś więcej niż gmina, niż powiat niż województwo. Jest Polska. Jest coś więcej niż parafia, niż miasto, niż największe w Polsce miasto: jest Ojczyzna. I tu w wojsku trzeba sztandaru ojczyzny bronić nie dlatego, że wołają i że tak każe oficer, ale z czystego serca

     Teraz po raz trzeci, tu, na tym podmiejskim cmentarzu spotkałeś znowu ojczyźniaków. Leżą pospołu, wszyscy razem. Wstydu nie przynieśli sztandarowi ani hasłu ”kości położyli za braci swoich”. Oddali, co mieli najsłodszego: życie. Oddali je za swoich, za matkę, za braci, za tych co po nich przyjdą, za wolną i szczęśliwą Ojczyznę, za nowe czasy co idą. Bądź pochwalony, żołnierzu!  

     Nie zapomni o tobie Ojczyzna. Nie zapomniała o Kościuszce, o rycerzach z pod Baru, o Łukasińskim, o tych z trzydziestego i z sześćdziesiątego trzeciego i z dziewięćset piątego roku, nie zapomniała o kościach bielejących na tej nieskończonej drodze, która ciągnie się od Sachalina aż po Paryż, poprzez całą długość dwu części świata . I te kości bielejące na nieskończonej drodze Męki zbiorowej to świadectwo walki o Wolność, o niepodległość narodu, o lepsze jutro w wolności i braterstwie.

      Rozdarta na trzy części, jedna w ciągu stu lat niewoli w sercu i mowie Poety – Ojczyzna w całości swojej pod twoim znalazła się sztandarem. Tu – znaleźli się i ci z pod Gniezna i ci z pod Krakowa  i ci z pod Warszawy. Różne gwary, różne sposoby myślenia, różne charaktery – w tym tyglu zrosnąć się musiały, aby znowu i nowa zgoła wyrosła nam Ojczyzna. I teraz wyjść musiałeś w pole, aby jej bronić i dziś w grobie spocząłeś, aby zaświadczyć, że chciałeś, by była i ze ona będzie. […]

      Nie żyłeś nadaremnie, żołnierzu, którego chowaliśmy dzisiaj na odległym krańcu Warszawy ! Wołałeś nie tylko wolnej ale i nowej Ojczyzny. Rodzi się i wolna  i nowa w męce, jak wszystko wielkie i piękne na tym świecie, który krwią zroszony zakwitnie nowym kwiatem Odrodzenia.

„Robotnik” 31 lipca 1920 r.


Archiwum: