Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 23 października 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Świat » Echa ze Spa

Echa ze Spa

(Od specjalnego korespondenta „Gazety Warszawskiej”)

Paryż, 8 sierpnia

Sprawy polsko – rosyjskie

Choć od zakończenia konferencji z Spa minęło już z górą dwa tygodnie, to jednak zaszło tam tyle rzeczy ciekawych, a czytelnikom polskim nieznanych, że pozwolę sobie podać tu jeszcze garść notatek o różnych sprawach polskich lub nas bezpośrednio dotyczących.

Jak przy każdej wielkiej konferencji zjechała do Spa masa delegatów państewek i narodowości egzotycznych, domagających się „uznania”.

Był tu np. szef delegacji republiki Azerbejdżanu, p. Ali Mardan Bej Topczybaszew, który niewiadomo kogo reprezentuje, bo od kilkunastu tygodni istnieje już w stolicy Azerbejdżanu, w Baku, rząd bolszewicki. P. Topozybaszew domagał się, między innemi, dopuszczenia Azerbejdżanu do konferencji londyńskiej, zaprojektowanej przez p. Lloyd – George’a, i zwrócił się także z notą do delegacji polskiej z prośbą o poparcie tego żądania.

Przybyli tu także Ormianie z Boghos – Nubar’em Paszą, prezesem delegacji narodowej ormiańskiej w Paryżu, oraz patriarchą Pawłem Piotrem Terzianem z Adany na czele; ci biedni Ormianie są bardzo szczęśliwi: Turcy i Kurdowie wymordowali ich tak, że w żadnym punkcie Armenji tureckiej nie ma Ormian w większości. Koalicja przyrzekła więc im, że państwo ormiańskie zostanie oddane pod opiekę jednego z wielkich mocarstw. Ale dziś każde z wielkich mocarstw tyle ma kłopotów, że nikt nie chce wkładać sobie na barki „mandatu armeńskiego”. Więc delegaci ormiańscy jeżdżą od konferencji do konferencji i kołaczą do drzwi możnych tego świata…

Zjechało się także do Spa sporo Rosjan, Ukraińców różnego odcienia i Litwinów. Przyjazd prezydenta Grabskiego był dla tego świadka sensacją. Jedni, i ci byli liczni, cieszyli się w duszy z porażek Polski, a drudze nosy spuszczali na kwintę, bo Polska była dla nich ostatnią kartą. Liczba owych delegatów rosyjsko – litewsko – ruskich zwiększyła się jeszcze, kiedy stało się wiadomem, że p. Lloyd George wezwał bolszewików do zawieszenia broni i zaproponował konferencję w Londynie wszystkich państw na terenie b. cesarstwa rosyjskiego powstałych.

Dotyczy to przedewszystkiem Rosjan. Początkowo znajdował się w Spa tylko p. Grigorij, A. Aleksinskij, socjalista odcienia Plechanowa, b. poseł do Dumy i współpracownik burcewskiej „Cause ommune”. Bawił on w Spa w charakterze informatora. Towarzyszył mu p. Siergiej K. Markotun, prezes „komitetu Narodowego Ukraińskiego” w Paryżu. Jest to młody Rosjanin czystej wody, który jest szczególnie zabawny wówczas, gdy zapewnia, że jest „Ukraińcem – federalistą”.

Rozmawiałem z obydwoma. P. Aleksinskij oświadczył mi się ze swymi polskiemi sympatjami i przytoczył na dowód, że kilkanaście lat temu tłumaczył jakąś książkę Andrzeja Niemojewskiego na język rosyjski. A kiedy go zapytałem, jakie uczucia budzą w nim obecne wypadki na froncie polskim; rzekł mi dość szczerze:

- Uczucia te są podwójne. Jako anty – bolszewik, chciałbym wam iść z pomocą. Ale jako Rosjanin nie mogę się nie cieszyć, ze wasza wyprawa przeciwko Rosji pod pokrywka wojny z bolszewikami, zakończyła się klęską. Tu uśmiechnął się złośliwie, popijając mocną kawę.

Z p. Markotunem, jako z „wielkim mistrzem wielkiej loży ukraińskiej oraz połączonych słowian” mówiliśmy trochę o owem sławnem bractwie. A potem rzekłem mu jakby od niechcenia…

 

"Gazeta Warszawska", 10 sierpnia 1920 r.

 


Archiwum: