Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 29 czerwca 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Pawła, Piotra, Salomei
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Świat » Polska a mała koalicya

Polska a mała koalicya

Wiedeń 14 września  

Od korespondenta Czasu  

   Jeżeli oznaki nie mylą jesteśmy w przededniu prób nowej taktyki czeskiej wobec Polski. mówię o taktyce, bo o istotnej zmianie polityki , jak dotąd, mowy być  nie może. P. Benesz nie tylko obsypuje Polskę od jakiegoś czasu grzecznościami i zapewnieniami przyjaźni, lecz co więcej, występuje z programem wciągnięcia Polski do tzw. małej koalicyi. Droga, jaką p. Benesz doszedł do tego wniosku jest bardzo pouczającą i dać może zarazem odpowiedź jakie stanowisko zająć winna Polska wobec wspomnianych wyżej prób czeskich.

   Z chwilą gdy Czesi przekonali się, że koalicya, a w szczególności Francya nie ma ochoty ponosić faktycznych ofiar dla sztucznie skleconego tworu państwowego, kokietującego Niemcy i bolszewików zarazem, politycy czescy, a przede wszystkim minister spraw zewnętrznych, postanowili na własna rękę szukać asekuracyj dla Czech . Nie chodziło tu bynajmniej wyłącznie o asekurację przed Węgrami, owszem zabiegi p. Benesza w tym kierunku odbywały się przy akompaniamencie faktów, stwierdzających dowodnie, że chodziło tu też  i o Polskę. Formalnie jednak wysunięto Węgry, licząc na to, iż hasłem konieczności obrony świeżej na nich zdobyczy łatwiej pozyska się Jugosławię i Rumunię, niż widokami walki o zabrany Polsce Śląsk i atakiem na Galicye wschodnią, którą zwłaszcza Rumunia chce widzieć w polskich rękach . Plan, jak wiadomo się nie udał. Pozyskano łatwo Jugosławie, ale pożytek z tego sprzymierzeńca, tak zagrożonego przez Włochy, jest dla Czech niewielki. Z Rumunia rzecz nie doszła do końca, nie doszła przynajmniej dotychczas. Czy dojdzie później trudno przewidzieć wobec zręcznej taktyki rumuńskiej.

    Jakie były cele i końcowe rezultaty podróży marszałka Joffre’a do Bukaresztu, dotąd na pewno nie wiadomo. Nie wiemy, czy miał on – jak twierdzą – przeprowadzić zbliżenie węgiersko-rumuńskie, czy też przeszkodzić tylko planom czeskim. Na razie zbliżenie rumuńsko-węgierskie jest dopiero w fazie kombinacyj; plany czeskie utknęły natomiast poważnie, jeśli nie formalnie, to faktycznie. Z dotychczasowych enuncyacyi ten jeden, niezbity, wynika pewnik, że Rumunia głośno i serdecznie przyjęła czeską propozycję wspólnej obrony pokoju w St. Germain i Trianon., ale dodała jeden warunek: jeżeli ma się tworzyć związek w obronie zdobyczy koalicyi, to trzeba weń wciągnąć wszystkich, którzy w zwycięstwie koalicyi byli zainteresowani, a więc także Polskę i Grecyę. P. Take Jonescu  oświadczył, że na tym gruncie gotów jest rokować dalej i dotrzymując słowa wybiera się do Pragi.

    Czy propozycja rumuńska powstała w Bukareszcie, czy też przywiózł ja marszałek Joffre, ale jest znana. Faktem jest jednak, że propozycja ta wyrzuciła od razu p. Benesza z dotychczasowej płaszczyzny działania na nową, na której porusza się z mniejszą swobodą a zwłaszcza z mniejszym zadowoleniem. Odrzucenie propozycji rumuńskiej było dla p. Benesza niemożliwe, bo przez to nie tylko straciłby widoki na Rumunię, ale musiałby odkryć karty, ukazując również antypolską stronę swej gry. Podejrzenia Francyi wobec Czech, dziś coraz silniejsze, stałyby się pewnikiem. Dlatego to nolens volens  p. Benesz zaprasza dziś Polskę do sprzymierzeńczego stołu.

   Dla Polski następuje chwila bardzo ważnej decyzji.. Interesowani czekają czy po sprycie rumuńskim i chytrości czeskiej nie okaże się teraz niezgrabność polska. A niezgrabnością taką byłoby odrzucenie a limine propozycji porozumienia, przez co Czesi, udowodniwszy swą dobrą wolę, mieliby wszelkie atuty do odciągnięcia od nas Rumuni i przekreślenia tych kombinacyj, jakie Polska na współdziałanie z nią opiera. Z kolei po Rumuni ma teraz Polska możność, akceptując myśl współdziałania, postawienia swoich warunków. Nasuwają się one same przez się: przede wszystkim sprawiedliwego uregulowania sprawy Śląska i zabezpieczenia Polsce swobodnego kontaktu z zachodem przez terytorium czeskie. Ponadto warunkiem zasadniczym musiałaby być zmiana charakteru związku, który wedle projektu czeskiego stałby właściwie pod przewodnictwem czeskiem i służył głównie do obrony Czech. Jeżeli kto, to Polska chyba zagrożona jest w swym bycie, walcząc z bolszewikami. Nie Budapeszt grozi obaleniem traktatów paryskich i zniweczeniem obecnego porządku Europy, ale Moskwa. To warunki zaś ze strony polskiej mogą być jedyną platformą, na której Polska podjąć może rozmowę dyplomatyczną co do małej ententy. W toku tej rozmowy musi też wyjść na jaw, o co właściwe chodzi Czechom, a konsekwencje będą łatwe do wyciągnięcia i dla nas i dla Rumuni i dla Zachodu. Zdjęcie maski czeskiej musi bowiem wcześniej czy później nastąpić.

 

„Czas” 19 września 1920 r.

 


Archiwum: