Muzeum Historii Polski Ilustrowany Kuryer Wojenny
Dzisiaj jest 23 października 1926 roku Cena: 2 Mk Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
Redakcja: Muzeum Historii Polski w Warszawie, ul. Senatorska 35, 00-099 Warszawa, email: info@muzhp.pl

Tu jesteś: Strona główna » Wojsko » Naczelnik Państwa o pokoju i żołnierzu

Naczelnik Państwa o pokoju i żołnierzu

Kraków, 9 października  

     Redaktor interesującego i sympatycznego pisma „Front” miał wywiad z Naczelnikiem Państwa w sprawach najbliżej obchodzących ogół, a więc pokoju i armii.

     Redaktora przyjął Komendant w wozie pociągu, służącego za pracownię i salę posłuchań.

     Komendant wydaje się dziwnie skupiony w sobie. Troski i trudy ostatnich miesięcy wyryte na jego twarzy, wychudłej i zmizerowanej. Oczy przesłania jakaś mgła surowej zadumy. Ubrany jest w swoją zwykłą bluzę wojskowa bez odznak. Jedynie na piersi srebrzy się krzyż „Virtuti Militari” i „Parasol” strzelecki.

      Pada pytanie:

   – Jakie przyczyny złożyły się na przemianę psychiki żołnierza w ciężkich dniach sierpniowych?

   – Tylko usposobienie kraju ! – odpowiada Komendant. – nasze niepowodzenia zostały wywołane stanem moralnym żołnierza,  a zmienił to stan moralny kraju.

   – Czy Naczelnik wierzył, iż ów przełom nastąpi?

   – Musiałem spełnić swój obowiązek do końca. Dałem żołnierzowi to, co mogłem, to znaczy: siebie, z całą swoją energią, z całą swoją wolą. Niewątpliwie, musiało to wpłynąć na przełom, ale wszystko zależało od kraju. Kraj cały stanął do wojny. Cofający się z daleka żołnierz spotkał się z innym nastrojem społeczeństwa i tym nastrojem się przejął. 

   – Czy oddziały ochotnicze sprostały zadaniu?

Komendant szybko, z całem przekonaniem, miękko odpowiedział:

   – Bardzo, bardzo dużo zrobiły. Tak, bardzo dużo. Były tendencje do formowania całych armii ochotniczych. Sprzeciwiłem się jednak temu stanowczo. Ten element ochotniczy wciśnięto do wojny i rozrzucono po całem wojsku. Dziś pozostało kilka oddziałów ochotniczych, a resztę wcielono do armii. Napływ ochotników podniósł ducha w wojsku.      

  – Czy ewentualny pokój będzie „pokojem z bronią u nogi”, jak twierdzi jedno z pism małopolskich ?

  – Zdaniem mojem – rzekł Komendant – w każdej wojnie i pokoju zależy wszystko od tego, co zostało zrobione bagnetem. Im silniej wola przeciwnika została złamana, tem pewniejszy jest pokój, tem większe jego gwarancye. 

    Naraz twarz Komendanta rozjaśniła się. Z oczu trysły: radość, duma. Wybuchnął szczerym, niekłamanym śmiechem i wesoło ciągnął dalej:

   – A żołnierze nasi starają się o te gwarancye… Chwała Bogu ! Im więcej teraz uczynimy bronią dla pokoju, tem mniej później będziemy jej potrzebowali.

  – Kiedy wejdzie w życie ustawa o nadaniu żołnierzom ziemi ?

  – Będę się specjalnie starał, aby to nastąpiło jak najprędzej, aby żołnierze mogli otrzymać

Ziemię na tych obszarach silnie zrujnowanych, które teraz oni swemi stopami przemierzają: aby te ziemie, puste dziś i wojną zniszczone, pracą rąk żołnierza można było podnieść i uczynić z nich krainę kulturalna. To będzie mojem pierwszem staraniem.

  – A jaki jest obecnie duch w armii? Właściwie, jaki on jest – wiemy, pragnęlibyśmy jednak usłyszeć…

  – Duch w armii – opowiadał Komendant – jest doskonały. Mojem zdaniem, żołnierze, którzy takie męczące ruchy wykonywali i wykonywują, bez niego nie byliby w możności tego zrobić. To są marsze tak wielkie, tak uciążliwe, że na wytrwanie w nich potrzeba niezwykłego hartu.

  – Komendancie ! Kto kogo więcej kocha: czy Komendant swoich chłopców, czy chłopcy komendanta ?

Naczelnik począł się śmiać.

   – Wszystkie sentymenty – odrzekł – są trudne do mierzenia, jeżeli się jest równocześnie ich podmiotem i przedmiotem.

    Skończywszy ten swój najnowszy aforyzm, Komendant jednak uśmiechał siękącikami ust. Uśmiechamy się i my.

     Wkrótce Naczelnik spoważniał. Znowu twarz Jego stała się szara, jak mundur żołnierza, oczy się wgłębiły, głos brzmiał twardo, jak nieubłagana konieczność.

   – Musimy uczynić wszystko, aby Polska wyszła z tej wojny zabezpieczona. Historya dała nam takie warunki, że może przez setki lat podobne nie nastąpią. Wstydem byłoby, gdyby nasze pokolenie je zmarnowało, gdyby nie wykorzystało ich dla przyszłych pokoleń.

     Mamy swoją wojnę polską, jakiej dawno nie mieliśmy. Niezależność nam darowano, ale ugruntować ja musimy własną krwią i własną pracą !

     Pragnę dla przyszłych pokoleń pozostawić z tej wojny tradycyę żołnierza polskiego, zdolnego do obrony kraju, tradycyę zwycięskiego wojska.

     Każdy żołnierz, gdy powróci z tej walki zwycięzcą, stworzy na przyszłość tradycyę zwycięskiej armii polskiej !

 

„Ilustrowany Kurier Codzienny” 10 października 1920 r.


Archiwum: