Nowy zwrot w sprawie polskiej
Telegramy, które czytelnik znajduje poniżej, stanowa dla serca i umysłu polskiego znękanego wiadomościami ostatnich dni, przecież pewne – sursum corda! Nie jesteśmy jeszcze w świecie tak opuszczeni, jakby to się po konferencyach w Spa i w Hythe zdawać mogło, a Lloyd George, przemawiający we wtorek w Izbie gmin w imieniu całej koalicyi, został przez Francyę – i co z pewnością dla niego dużo ważniejsze – przez Stany Zjednoczone otrzeźwiony w sposób przykry. „Ze zdumieniem i trwogą”, powiedział, „czytałem sprawozdanie o nocie francuskiej w sprawie jenerała Wrangla i ledwie uwierzyć mogę w jej prawdziwość”. Jego zaś trwoga – to dla nas błysk nadziei.
Jakieś to zaś wypadki, wróżące dla nas błysk nadziei, zaszły przez dwa dni ostatnie? Jednym z nich jest nota Francyi, uznająca rząd jenerała Wrangla za rząd legalny i prowokująca w ten sposób wojnę Francyi z bolszewikami, które tę konsekwencję być może już wyciągnęły. Nota została wysłana, jak twierdzi Lloyd George (a czemu Francya lekko przeczy) bez wiadomości Lloyda George’a i robi wrażenie celowej odpłaty za rozpoczęcie przez Anglię rokowań z Krasinem i Kamieniewem, jako przedstawicielami Rosyi.
Ale do tego przybywa drugi fakt: w podobny, bardzo podobny sposób przemówiła tego samego niemal dnia Ameryka północna. Nie do Anglii zwróciła się ona wprawdzie, ale do Włoch, które pierwsze, jeszcze przed Anglią, pospieszyły się z uznaniem rządu sowieckiego. Im też, Włochom, a nie Anglii daje Ameryka pełną godności i surowej uczciwości naukę: rząd sowiecki jest pozbawiony czci i dobrej wiary, nikt uczciwy w stosunki z nim wejść nie powinien. Ameryka tego nie zrobi!
Francya i Ameryka działają, tak czytamy, bez żadnego porozumienia ze sobą. Ale koincydencya jest szczególna i doniosła, a Lloydowi George’owi musiała ona dać dużo do myślenia i wywołać niejedną zmianę w jego poglądzie na rozwój przyszłych wypadków. Toteż dała i wywołała! Jego wczorajsza mowa w Izbie gmin nastrojona została od razu na ton inny, jak tak bolesna dla nas, a upokarząjąca dla „starej Anglii” jego mowa wtorkowa.
W mowie wczorajszej akcentuje on dużo ostrzej przekonanie, że uznanie sowietów przez Anglię mogłoby być tylko warunkowe, a mianowicie zależne od rezultatów rokowań w Mińsku. Samej „możliwości’ uznania bolszewizmu jeszcze nie cofa, ale warunki stawia bądź co bądź bardziej stanowcze, aniżeli we wtorek. Sowiety nie śmieją atakować i zabrać Warszawy, nie wolno im prowadzić dalej obłudnej gry na zwłokę, nie śmieją uczynić zamachu na całość Polski (oczywiście etnograficznej), ani narzucać Polsce komunistycznego rządu. Dla uspokojenia Francyi i Ameryki dodaje też Lloyd George wyraźnie, że nowy rozbiór Polski uważałby za zbrodnię. Rozbicie się rokowań o którykolwiek z tych warunków doprowadziłby do uznania Wrangla przez Anglię, do dania przez nią pomocy Polsce, do zerwania rokowań gospodarczych. Nie tyle więc może w treści, ile w każdym razie w ostrości tonu można upatrywać różnicę między dwiema tak bliskiemi datą mowami angielskiego premiera.
W ten sposób zarysowała się scysya między stanowiskiem Francyi, Ameryki a Anglii i Włoch bezpośrednio w sprawie sowietów, w sprawie polskiej pośrednio. Los daje nam znowu atut do ręki. Atut doniosły i mogący grę zasadniczo na naszą korzyść poprawić. Są jeszcze dwa potężne mocarstwa, nie ulegające presyi angielskiej partyi pracy i rozumiejące całe olbrzymie znaczenie, jakiegoby, nabrał bolszewizm przez oficyalne uznanie go jako system prawy i zwycięski. Są rządy – a do nich w pierwszym rzędzie należy rząd Ameryki – które obawiają się splamienia swej ręki przez włożenie jej w brudną, krwawą i zbójecką dłoń Lenina. Francya, takiemu złączeniu rąk od dawna mało przychylna, otrzymuje niespodziewane wzmocnienie swej pozycyi, którego, jak widzimy, od razu nieomieszkana wyzyskać.
Obie strony głoszą, że do porozumienia między nimi dojść musi i że do rozbicia koalicyi na punkcie sprawy sowietów nie chcą dopuścić. Niewątpliwie tak będzie! Ale gdyby nawet porozumienie to miało wypaść krakowskim targiem, to nasza pozycya przy rokowaniach w Mińsku jest już dzisiaj o kilka stopni lepsza, jak byłaby dwa dni temu. Nasze rozbrojenie, na które jeszcze parę dni temu niemal godził się angielski premier, zdaje się Ameryce ani Francyi nie dpowiadać. Jego teorii o polskiej „zaczepce” oba państwa widocznie nie podzielają. Zachodzi również pytanie, czy podzielą jego teorie o zduszeniu Polski w granicach tak interpretowanych, aby Anglia położyła rękę na nafcie Borysławskiej i śląskim węglu? Jakąkolwiek bolącą ranę Poslki weźmiemy, zaczyna się otwierać możliwość przeciwdziałania, aby ją dalej jątrzono.
Piszemy: możliwość! Od możliwości do faktu z pewnością dalsza droga niż z Warszawy do Paryża. Ale w ciemnem i , zdawało się, niemal beznadziejnemu położeniu dyplomatycznemu, zabłysł płomień. Gdybyśmy mieli zręczną, rozumną i fachową dyplomacyę, płomień urósłby niebawem w światło, światło w słońce. Jakieś słowa, jakieś zaklęcia należałoby wystosować do rządu warszawskiego, aby nie wpadł tym razem w dotychczasowe błędy i światełka z rąk nie wypuścił.
Aby ułatwić Ameryce i Francyi utrzymanie ich korzystnego dla nas i szlachetnego stanowiska, a zarazem aby umożliwił Lloydowi George’owi takie cofnięcie się w sprawie polskiej, które dla niego byłoby możliwe a dla nas pożądane. Ani groźbą, ani prośbą nie uzyskamy tego z pewnością, tem mniej oskarżeniami i narzekaniami samemi; ale poczucia godności własnej, zrozumienie psychologii obcych społeczeństw i rządów, a nadewszystko oparcie się na realizmie i prawdzie mogą nasze położenie na korzyść zmienić. Oto wiosek z dzisiaj zaszłego zwrotu w polskiej sprawie.
„Czas”, 15 sierpnia 1920